Do góry


Cezar

Zachadzali na Zwierzyniec ludzie z miasta, niektórzy byli zwyczajnymi spacerowiczami, niektórzy przynosili tutaj swoje dziwactwa, dziwactwa nie wstydliwie ukrywane, lecz wręcz przeciwnie, obnoszone z dumą, gdyż to one były ich przepustką do popularności, a może nawet do nieśmiertelności, do wiecznej pamięci krakowian. Trafiał czasem na zwierzynieckie uliczki i na Błonia sławny Cezar, arcydziwak przedwojennego Krakowa. On jeden ze wszystkich krakowskich pomyleńców wszedł na dobre do literatury pięknej, pisali o nim Kijowski i Fogler. Cezar pojawiał się na dziwnie wymalowanym rowerze lub z gitarą w rękach. Ubrany w koronę ze złotego papieru śpiewał piosenki po podwórkach. Czasem uaktywniał się na niwie politycznej. Było publiczną tajemnicą, że przed wyborami do rady miasta lub do sejmu rozmaite hieny wyborcze - tak od czasów austriackich zwano agentów prowadzących kampanię kandydatom - zabiegały o względy Cezara. A było o co zabiegać. Cezar, raz zdecydowawszy się na pracę dla przyszłego radnego lub parlamentarzysty, wykonywał swoją pracę rzetelnie i z prawdziwym samozaparciem. Nie tylko rozdawał ośmieszające przeciwników ulotki - co było niebezpieczne, bo policja mogła za to wsadzić do kozy - lecz także niszczył słownie. Potrafił zgromadzić wokół siebie wcale spory tłumek. Jak szczurołap gryzonie, tak on swoich słuchaczy wyprowadzał za granice prawdziwego miasta, gdzieś na Błonia i tam wygłaszał dosadną filipikę.

 Cezar zniknął w czasie okupacji. Legenda mówi, że "wypiął się" na kolumnę niemiecką. Jeżeli tak było rzeczywiście, to był to piękny koniec, wręcz wymarzony dla arcydziwaka, wyżej ceniącego niezwykły gest niż własne życie.

Królowa...
Generał
Cezar
Edek Partyzant
Dziadek...

Dalej:


[Wstęp] [Krajobraz] [Historia] [Mieszkanie] [Tradycje] [Ze Zwierzyńca] [Zwierzyniec dzisiaj] [Dzielnica VII]