|
Wydaje się wprost nie do wiary, gdy wyliczymy najsławniejsze polskie tradycje i obrzędy, których genezę jesteśmy w stanie
uchwycić, że to właśnie ze Zwierzyńca (a często jeszcze z XIII wieku) biorą swój początek, lub właśnie na Zwierzyńcu lub Półwsiu nabierają kształtu, który eksportuje wszelka "cepeliada" w świat jako
polską specjalność. Bo cóż bardziej polskiego niż krakowska szopka i cóż bardziej krakowskiego niż Lajkonik! Gdzież lepszy odpust niż na Emausie! - a ten, jakby określił kucharz - "w dyngusowym sosie".
Półwsie Zwierzynieckie i jego ludzkie typy stało się natchnieniem dla najlepszego w Polsce wodewilu "Królowa Przedmieścia", a szopka zwierzyniecka nasyciła się scenami z życia codziennego w cieniu
norbertańskiego klasztoru. Ale wymienione tradycje to nie wszystko. Mamy i mniej po świecie znane, choć piękne legendy, o których również niżej. Wszystkie te tradycje współtworzymy, uczestnicząc w
procesjach, kupując pierniki na Emausie, czy nawet wyglądając przez okno przy ul. Kościuszki, gdy przechodzi orszak Lajkonika. Bo wystarczy spojrzeć na ryciny z Lajkonikiem: niemałe znaczenie ma oblegający
go tłum. Jako mieszkańcy Zwierzyńca i Półwsia stanowimy nieodzowne tło dla takich wydarzeń. Nie chcę przez to powiedzieć, że nasza dzielnica jest skansenem, ale niewątpliwie odpust na Zwierzyńcu ma w sobie
coś szczególnego, choć ci sami straganiarze jeżdżą z miasta do miasta, a i Lajkonik np. w Nowej Hucie byłby jak flisak zwierzyniecki na Pustyni Błędowskiej... |