|
Na najstarszych wyobrażeniach Zwierzyńca nie powinno zabraknąć właśnie flisaków, którzy spławiali towary z biegiem Wisły,
manewrując zręcznie żerdziami: to sterując nimi, to odpychając tratwę, wspierając żerdzie o dno miejscami bardzo płytkiej Królowej Polskich Rzek. Właśnie w pobliżu klasztoru Panien Norbertanek było tak
płytko, że brodząc, przeprawiano się tutaj na drugi brzeg. Bywało jednak i tak, że nieoczekiwany przybór wód uniemożliwiał przeprawę. Usadowił się zatem w tym miejscu przewoźnik, który utrzymywał się z
promu. Zdarzyło się - jak mówi prastare podanie - że horda tatarska w pogoni omal nie dopadła tutaj karawany kupieckiej. Prom był
akurat wówczas zerwany i wydawało się, że na kupca, jego rodzinę i sługi przyszła ostatnia godzina. Woleli jednak spróbować zmierzyć się z groźnymi falami niż liczyć na łaskę Tatarów. Rzucono się więc w
odmęty i, o dziwo, karawana w większości uratowała się, zaś zawzięci Tatarzy znaleźli w polskiej rzece śmierć. Radość ocalałych mieszała się z żalem za potopionych przyjaciół, a i widok Tatarów, których co i
rusz znosiła i pochłaniała woda, przerażał i poruszał chrześcijańskie serca. Kupiec zdecydował się ufundować dzwon, który upamiętniał by wszystkich w tym miejscu potopionych. Ludwisarz z Olkusza był
doświadczonym, cechowym rzemieślnikiem, nie partaczem, a mimo to dzwon kilkakrotnie pękał. Zrozpaczony ludwisarz pono targnął się nawet na swoje życie. Dzwon pozostawiono pęknięty, jak zaświadczali
dziewiętnastowieczni naoczni świadkowie. Inna legenda mówi o dzwonie topielców zatopionym w Wiśle. Niektórzy zaś twierdzą, że na własne oczy widzieli, jak dzwon wynurzył się z wody, by po falach w noc
świętojańską poniosło jego smutny dźwięk ku młodzieży, bawiącej się wiankami pod Wawelem i znów schował się w głębinę. Pokusiliśmy się sprawdzić,
jak to z dzwonami jest naprawdę, jaki to dzwon wisi na wieży kościoła świętych Augustyna i Jana Chrzciciela. Dzisiaj jest tylko jeden. Nie jest on pęknięty. Ma ok. 80 cm średnicy i wydał po długim milczeniu
na przyjazd Jana Pawła II na zwierzynieckie Błonia w 1997 roku piękny głos. Na wieży jest też miejsce dla trzech innych dzwonów. Najstarsze wzmianki o dzwonach w kronikach norbertańskich pochodzą z czasów
ksieni Anny Zapolskiej. Dwa pierwsze zakupiła w roku 1666. Kolejny dzwon do podwyższonej za swych rządów wieży zakupiła ksieni Magdalena Otffinowska. Podanie głosi, że pękł on w dniu śmierci fundatorki w
1779 roku. Księga rachunków klasztornych potwierdza przetopienie zepsutego w owym roku dzwonu. W jego miejsce Norbertanki zakupiły używany - z likwidowanego kościoła Wszystkich Świętych. Kazały też przetopić
dzwon "Zygmunt August" z 1541 roku i poświęcony 23 IX 1800 roku wydał on piękny dźwięk. Ale i on wkrótce pękł. Może to stąd legenda? W roku 1917 zabrali go Austriacy na potrzeby wojenne. Następny dzwon
zabrali hitlerowcy i tak do dzisiaj ocalał tylko jeden. |