|
W 1327 roku przeorysza Stredka i prepozyt zwierzyniecki Mikołaj wydali dokument lokacyjny Półwsia Zwierzynieckiego. Nowa wieś
i miała sięgać od rzeczki Młynówki po jurydyki miejskie.
Zasadźcą był niejaki Adam z Chrząstowic, który też, zgodnie z prawem zwyczajowym, został pierwszym sołtysem Półwsia. Określone w dokumencie przeoryszy Sandki i prepozyta Ulryka z 2 II 1368 roku prawa i
obowiązki mieszkańców Półwsia, dają nam obraz funkcjonowania tej klasztornej wsi. Osadnik cieszył się stosunkowo krótkim okresem czteroletniej wolnizny, zaś później zobowiązany był do renty pieniężnej i odrobkowej w postaci trzech dni pańszczyzny w roku: przy
zasiewie oziminy, zbóż jarych i przy odmulaniu Młynówki. Ponadto na Wielkanoc miał obowiązek daniny w postaci dużego sera i dwudziestu jaj. W sierpniu jego rentę naturalną stanowiła kura. Dokument określał
też moralne obowiązki co do zachowywania się gospodarzy z Półwsia. Wspomniany Ulryk i przeorysza Klara dokonali z Krakowem zamiany nieruchomości, która miała się okazać brzemienną w skutkach. Przedmiotem zamiany była tzw. kamienica Klimka z Bodzanowa przy ul.
Floriańskiej, za którą Norbertanki oddawały rozległe pastwiska. Niebawem po transakcji kamienica się spaliła, a luki w umowie stworzyły możliwość do długich targów o uregulowanie strat. Efektem niekończących się sporów i procesów sądowych było pozostawienie bez
zabudowy owych pastwisk, których część dzisiaj określamy jako Krakowskie Błonia. Niemałe kłopoty miał Konwent Norbertański ze swymi poddanymi w XV wieku, kiedy, wobec wzrastającego wymiaru pańszczyzny, podnosiły się bunty. Po jednym z nich w 1450 roku
prepozyt Tomasz zlikwidował odrębność samorządową Półwsia i Przegorzał i połączył je ze Zwierzyńcem. Nowym wójtem został zaufany sługa Marcin, który wraz z "ławą" (sądem wiejskim) złożył przysięgę, że "Panom
swoim własnym i dziedzicznym wiernymi, życzliwymi i posłusznymi będą". Odnowiono umowy ze zbuntowanymi wsiami i podniesiono
nieznacznie wymiar pańszczyzny.
U zbiegu ul. Retoryka i Zwierzynieckiej, czyli tam, gdzie do Wisły aż po początek naszego stulecia wpadała Rudawa, istniała w XIV wieku
karczma, określana przez Długosza w "Liber beneficiorum" jako "Nyegrabka". Długosz dodaje przy tym, że miała wiele przywilejów i przyległości terytorialnych. Była bardzo dochodowa, gdyż wobec zamkniętych na
noc bram miejskich była najlepszym schronieniem na zachód od Krakowa, przy ważnym trakcie. Wzdłuż owego traktu już w XIV wieku pobudowano domki, które z czasem zastąpione zostały przez bardziej okazałe
rezydencje podmiejskie dworzan królewskich. Willa Decjusza na Woli Justowskiej stanowi najlepszy przykład XVI-wiecznej mody na sielskość. Dworki przy trakcie zwierzynieckim nie były aż tak okazałe, ale
pełniły podobną funkcję - szukano w nich już wówczas wypoczynku od miejskiego i dworskiego zgiełku. Znamy imiona posiadaczy
tych dworków. Wielu z nich to senatorowie i dostojnicy kościelni, przybywający często na królewski dwór: Jan z Ocieszyna - starosta krakowski,
Marcin Myszkowski - kasztelan wieluński, Kacper Zebrzydowski - kasztelan rogoziński, Stanisław Słomecki - abp lwowski, Andrzej Zebrzydowski - bp krakowski, Bartłomiej Gądkowski - kanonik i oficjał krakowski,
itp. Sporą grupę stanowili Włosi, np.: Bartolomeo Perno da Napoli, Deliano Italo - ogrodnik, Mario del Chiaro - kupiec,
Ipolito Veneta de Pizonis - posiadacz cegielni, Giovanni Gemma - medyk królewski, itd. Powyższe spisy dają do zrozumienia, że Panny
Norbertanki, pozostając właścicielkami działek na Półwsiu, nie tyle miały już do czynienia z poddanymi chłopami co z wysoko ustosunkowanymi dygnitarzami. To stwarzało nowe problemy, jak ten z 1577 roku
precedens sprzedania przed sądem domu na Półwsiu, bez powiadomienia o tym Konwentu. Prepozyt zwierzyniecki zareagował zajęciem nieruchomości i dopiero na interwencję biskupa wycofał swoje sługi. Na Zwierzyniec, jak widać z powyższego przybywali chętnie nowi osadnicy, mimo
uzależnienia prawnego od Konwentu. Nawet król Zygmunt I wystarał się od klasztoru w 1509 roku o ogród, zwany Wielkim. Żona Zygmunta Starego, Bona kazała urządzić go według włoskiej mody dla królewskiego
wypoczynku. Posiadała też staw rybny. Jeden z kilku, jakie tu istniały po wiek XX. Utrzymywali go kolejni królowie. Na Zwierzyńcu i Półwsiu wielokrotnie wybuchały pożary, których ofiarą 25 kwietnia 1527 roku padły
także zabudowania klasztorne. Na wieść o zbliżających się wojskach arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, który chciał zająć Kraków przed swoim konkurentem Zygmuntem III Wazą, zwolennik tego ostatniego kanclerz
i hetman wielki koronny Jan Zamoyski dla uniemożliwienia Austriakom oparcia w budynkach na przedmieściach, kazał spalić m.in. cały Zwierzyniec i Półwsie. Rozkaz wykonano 29 X 1587 roku. Zniszczono też klasztor i kościoły na Zwierzyńcu. Wylewy
Wisły powtarzały się jeszcze częściej niż pożary. W roku 1593 woda zalała całe Półwsie i niżej położone domy na Zwierzyńcu. Zalany został cały kościół Panien Norbertanek. Każda nowa zabudowa Zwierzyńca po katastrofie miała statystyczne szanse
przetrwania zaledwie od kilku do kilkunastu lat. Powstaje więc pytanie: jak mogła tę sytuację wytrzymać ekonomicznie ludność osady? Otóż mieszkańcy Zwierzyńca w omawianym okresie zatrudnieni byli w
kilku pobliskich instytucjach: z jednej strony w norbertańskich folwarkach klasztornych, w tartaku, młynie i cegielni, a z drugiej w Stróży Rybnej, na przystani flisackiej, w browarze królewskim, w portowych
składach drewna. Instytucje te w interesie klasztoru, dworu i całego miasta musiały prawidłowo funkcjonować. Ówczesną sytuację znacznej części mieszkańców przedmieść nad Wisłą doskonale opisał
Mieczysław Tobiasz: Bez względu na niebezpieczeństwo powodzi woda była żywiołem mieszkańców Zwierzyńca, z których rekrutowali się włóczkowie, rybacy, piaskarze, przewoźnicy. Wywodząc się z osadnictwa
służebnego grodu wawelskiego, podlegali oni sądownictwu wielkorządów krakowskich. W ten sposób Zwierzyniec odegrał rolę pomostu między miastem, Wawelem a okolicznymi wsiami po zachodniej stronie Krakowa ...
i dalej: każdorazowe oblężenie Krakowa zmieniało w gruzy zabudowę tych przedmieść, a powodzie Wisły zalewały nisko położone domy. Mimo to na miejscu starej zabudowy uporczywie pojawiała się nowa. Mieszkańcy
tych przedmieść walczyli nieubłaganie z warunkami terenowymi, gdyż korzyści płynące z kontaktów ze szlakiem wiślanym były oczywiste, a prawo życia było silniejsze od przemijającej katastrofy. W roku
1591, w dramatycznych okolicznościach bp Piotr Myszkowski zamianował ksienią najmłodszą z sześciu ówczesnych mniszek Dorotę Kątską. Jak trafną okazała się jego decyzja pokazały 52 lata jej rządów. Była
wybitną animatorką życia religijnego w klasztorze i "sarmacką" opiekunką majątków konwentu. Rozbudowała klasztor, czyniąc go drugim co do wielkości (po Wawelu) obiektem w Krakowie, przebudowała kościół
Najśw. Salwatora, wybudowała kościół św. Norberta wewnątrz murów miejskich, odzyskała liczne wsie (nie cofając się przed użyciem siły), tak że pod koniec rządów posiadała ich 22 i znacznie podniosła
ich poziom gospodarczy. Folwark zwierzyniecki zyskał nowy spichlerz oraz młyn a także przebudowano zajazd u zbiegu dzisiejszych ulic bł. Bronisławy i Księcia Józefa.
Powodzenie konwentu i Zwierzyńca przerwała klęska morowego powietrza w 1652 roku. Niepowodzeń dopełnił "potop" szwedzki w 1655 roku. Wpierw marszałek Jerzy Lubomirski, wzorem Zamoyskiego zaczął niszczyć przedmieścia, następnie, gdy Szwedzi weszli do miasta,
właśnie z klasztoru zwierzynieckiego robił na nich wypady, za co na Zwierzyniec spadły represje szwedzkie. W roku 1698 spłonął folwark na Zwierzyńcu. W jego
miejsce ksieni Zofia Urbańska niebawem kazała postawić murowane zabudowania.
O ile pierwszy najazd szwedzki na Kraków przyniósł wielkie zniszczenia, które rozumiemy jako
działania wojenne, to wojna północna 1700-21 dała szansę szczególnie dużej ilości niepłatnych kup żołnierstwa i bandytom plądrować wsie i miasteczka. Od takich zbrojnych oddziałów ucierpiały okolice
klasztoru. Nieszczęść dopełniła klęska cholery w 1709 roku. Zarażeni gromadzili się przy drodze na wzgórze bł. Bronisławy, tu umierali i tu powstał duży cmentarz choleryków. Coraz większym kultem otaczano
pamięć mniszki zwierzynieckiej z XIII wieku Bronisławy, której już w 1702 roku pobudował kapliczkę na szczycie wzgórza ks. Herman Suchodemski. W roku 1759 przebudowano ją znacznie i wyposażono w barokowe
obrazy. Kapliczkę tę odwiedził król Stanisław August 23 VI 1787 roku. |